paraoksysm


Autor: kochanka_diakona
26 listopada 2010, 02:59

sen dzieki zolsanie-1x 3 dni.stany depresyjne ,ale spie srednio 1,5 na dobe.teoretycznie jest ok,w praktyce bez farmaceutykow,zamiast 'polfa'  snu,co 3h ile sie da,sen jest dla frajerow,po drugim,trzecim dniu osiagam wyzszy poziom,znowu pisze swoje prozy i liryki liczac na ponowna szanse w wydawaniu ich w nowych wydawnictwach.

mam nadzieje,ze nie zgine,przy Nim ,WIEM (poki co),ze nie zgine.tak naprawde tego nie chce.poki jest kazde kolejne jutro,białe noce i zgubione wieczory z piątku na czwartek...chcę być obok,dzien witając trzepotem tych idealnych rzes i blaskiem błekitu tęczówek,żegnając go w rytmie Jego oddechu i cieple Jego ciała.

 

tym razem wiem napewno,miłość od pierwszego wejrzenia,21 sierpniania ok godziny 22,wymodlony,wypłakany,jak to sie stało,ze nie znaliśmy się wcześniej?dlaczego tak wiele zdarzyło się zanim spotkaliśmy się żyjąc tak niedaleko siebie?pamiętam doskonale słowa do Jagody 'zakochałam się,mogę wyjść za mąż i urodzić mu dzieci,których nie mogę dać' oraz odpowiedzi "An,wytrzeźwiej".wszystko było jakby tydzień temu,a czas realny to 15 miesięcy w tył.nikt w to nie wierzył.ja też.w głębi duszy skomlałam jak pies o to by pamiętał chociaż moje imię(przecież parę razy powiedział'karolina',wybaczyłąm grzech smiertelny z racji jego powszechnosci popełniania przez homo sapiens+nie wiem czemu mylenie mojego imienia i kuzynki).nie łudząc się na nic dalej zylam hedonistycznie do dnia kiedy poczułam się tylko ciałem,kiedy zadzwoni telefon mężczyzny,który w tym samym momencie zostawił swój grzech zarówno we mnie jak i na moich plecach.kolejne 12 godzin było jeszcze gorsze,cała opuchnięta wróciłam do mieszkania(mieszkałam z moim ex ,800 metrow od w. do mieszkania  babci ł. pokonalam w 40 minut gubiac się po drodze,obok którego kładąc się do łóżka,a jemu zebrało się na amory.pamiętam jak mowił o tym kto dziś mnie miał,a ja nie wiem dlaczego powiedziałam o jakiejs 'kolezance' ,nie miałam sily mowic,opowiadać,rozchylił moje uda robiąc swoje.pytał się 'dlaczego tak boli',pytał tonem pełnym oburzenia,tak nie było nigdy wczesniej,a ja i tak starałam się milczec za wszelką cenę.co najgorsze,ten seks wcale nie był chciany.płeć podobno męska w tym samym łóżku wzięłą to,czego ode mnie chciała z racji braku siły na sprzeciw.(cóż,czasem każdej z nas się tozdarza).i to był moment w którym histerycznie chciałam A. ,chciałam jego zapachu,jego miękkiego języka i uwielbienia w oczach.chciałam jego słow i tego co czytałam między nimi,tego co rozpoznałam od razu,a z chwilą gdy pierwszy raz był we mnie-upewniłam się co do tego.tego ostatniego dnia królewskiej kurwenalii(która trwała od końca 2004r,od tej pory licząc sobie trochę powyżej stu [ZAPAMIĘTANYCH]partnerów...kobiet nie liczę,wszystkie trojkaty z samymi samcami x1),w ostatnich chwilach własnej epoki dotarło do mnie co naprawde się liczy,komu wyrzuciłam z siebie wszystko z siebie,komu zaufałam podczas 'spaceru' ktory zainicjowałam.mnostwo detali z samych dni poznawania sie personalnie,przełamanie moich granic,pierwszy raz chcialam od kogos numer telefonu do jakiegoś faceta,czułam się zażenowana jak 12 latka-jednoczesnie wiedząc,ze jesli tego nie zrobię,to tak wiele stracę,że może nigdy się już nie spotkamy,co godzinę wyobrażałam sobie to jednocześnie starając się zapamiętać tak wiele detali Jego twarzy(np. ciemna obwodka wokol lodowej zrenicy,genetycznie jestes alergikiem).

[MAM CIĘ-TEORETYCZNIE]

odległość pomiędzy ciałami jest taka sama jak między duszami.

(pierwsze przykazanie dekalogu od 10.2009)

połaczyłam strefe uczuciowo-emocjonalną z fizyczną i jej okresowo zarłocznymi potrzebami.nawet gdy wszystko wewnątrz mnie eksploduje ze złośc(bo jak ja mogę być wpisana urzędowo w kontakty,a Jego ex do porzygania wszedzie JUDYTKA[swoja droga obiektywnie dziewczynko-przy mnie jestes WIZUALNIE conajmniej przeciętna,nie będę tu poruszała innych kwesti,ale poza ciałem mam też duszę,dużo za dużo duszy przez co miłosc do mnie mozna porownac jedynie do silnego nałogu,pogańskiego kultu...bo jestem tym o czym każdy marzy jako egzotyce,urozmaiceniu,ale gdy dostanie-nie potrafi juz żyć inaczej zatruty mną.

od tysięcy czy też milionów  uznających modę 'na bycie sobą' odróżnia mnie tylko,że naprawdę JESTEM.kazdy inni-wszyscy tacy sami.ulewa mi się hipokrytami,naprawdę.

 

więc kochaj mnie zawsze tak jak tego dnia kiedy uświadomiłeś to sobie

a ja będę kochała

będę umierała z zachwytu

jak wtedy gdy pierwszy raz powiedziałeś

'kocham'

po kilkunastu dniach kontaktu w literach

'czy mogłabyś być tylko moja'

przy naszym drugim terminie spotkań

'kiedys bede musial ci sie oswiadczyc'

'i tak w koncu zrobie Ci dziecko'

powiedziane niedawno.

 

zwykle mężczyzna boi sie narodzin dziecka jako upadku z piedestału.a ja boję się mieć dziecko (mimo nikłych szans na nie) z tego samego powodu.

a może tylko sbobie tak wmawiam od czasu gdy usłyszałam 'mogę miec teraz potomka kiedy chce' od osoby,ktora nigdy go nie chciała.od osoby,która sprawiła,że uczyniłam swój brzuch cmentarzem.ostatecznie.

często o tym myślę.z czasem coraz więcej.w zartach mówię żebyś zrobił mi dziecko.nocami płaczę,że nigdy nie będzie Gai.nad ranem  raz w miesiącu chcę wyć jak dzikie zwierze kiedy czuję krew między udami,robię to tylko w myślach tłumaczac sobie,że jestem za młoda,że to nie czas.zawsze mówiłam,ze moja matka i jej instynkt macierzynski to patologia,kiedy miała tyle lat co ja,miala dwojke dzieci i jeszcze trwała sielanka.mam 21 lat i nie wiem czy moja niechęć to strach przed odpowiedzialnością,straceniu swojej pozycji,straceniu pozycji przez A co łaczyłoby się z Jego oddalaniem się, też może moja oporność(nieprzydatność) do biologiczno-ewolucyjnej funkcji kobiety w świecie.

 

społecznie przejmuję się tendencyjnie wskazanymi sciezkami kobiety-opiekunki-dawczyni zycia.duchowo chcę być dzieckiem,córeczką tatusia,nie umiem być odpowiedzialna.moja inteligencja emocjonalna zatrzymała się na słowach 'taty nie ma,wyprowadzil się.do kasi' 14 lat temu.

 

nie ufam płci męskiej,jak to zrobić skoro ten pierwszy czyli ojciec,zdradził mnie bez mrugnięcia okiem.

kochaj mnie bezwzględnie,jestem upośledzona emocjonalnie,bądź moim Absolutem nawet gdy  powiem,że ranisz i masz odejść.

czasem zal mi samej siebie.

coraz czesciej

nie wiem czego chcę

boję się chcieć

poznym popoludniem myslałam,ze umieram

spanikowana wymiotowałam chemią

dla dwoch osób na swiecie.

sdv
19 grudnia 2010
"poza ciałem mam też duszę,dużo za dużo duszy przez co miłosc do mnie mozna porownac jedynie do silnego nałogu,pogańskiego kultu...bo jestem tym o czym każdy marzy jako egzotyce,urozmaiceniu,ale gdy dostanie-nie potrafi juz żyć inaczej zatruty mną."

magnificent
Teresa
30 listopada 2010
Bóg nad Tobą czuwa.
awful
26 listopada 2010
coś aż we mnie zapłonęło, czytając te słowa. to chyba jedne z najbardziej tu dogłębnych,autentycznych,pozbawionych osłony. rozbudziły we mnie to, co jest u mnie systematycznie ciągnięte wgłąb czarnej dziury, którą nadal penetruję, mimo, że na wyciągnięcie ręki mam blask, którego mi trzeba. i to stawia Cię na szczycie mojej własnej hierarchii,zawsze i mimo wszystko,nawet jeśli Ty juz wyzbyłaś się iluzji mnie.
26 listopada 2010
Twoja szczerość tutaj mnie porusza.

Co do dziecka... Jestem trzy lata starsza od Ciebie, a i tak mam takie wątpliwości jak Ty. I też nikłe szanse, w razie co.

Dodaj komentarz